Wiara w niemożliwe



„Na pewno się nie uda. Nie ma żadnych szans. Nie ma co próbować”. To klasyczne myśli, które usiłują unicestwić rodzące się w sercu inicjatywy. Siła rażenia takiego paraliżującego strumienia jest bardzo duża. A właściwie, to trzeba wyróżnić trzy strumienie: dołowanie samego siebie, bycie zniechęcanym przez drugiego człowieka, unicestwiający atak ze strony szatana.

Pesymistyczne scenariusze mają u podstaw wręcz szkolny błąd. Otóż człowiek uznaje za możliwe do zaistnienia tylko to, co jego rozum za takowe postrzega. Świat utożsamiany jest jedynie z przestrzenią, która ograniczona jest własnymi horyzontami myślowymi. Przypomina to postawę człowieka, który spogląda na morski horyzont i twierdzi, że dalej już nic nie ma. Na tym przykładzie jasno widać nieprawidłowość „ograniczonego myślenia”. Warto pamiętać, że to, czego teraz nie potrafię wyobrazić sobie, jak najbardziej może zaistnieć w przyszłości. Co więcej, nawet rzeczy niemożliwe do wykonania i uzyskania przez jakiegokolwiek człowieka mogą stać się konkretnym faktem. W jaki sposób?

Przejrzyście tę kwestię tłumaczy Jezus Chrystus: „U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe” (por. Mt 23-30).  Bóg jest nieskończony w swej potędze stwarzania i obdarowywania. Istnieje rzeczywistość łaski, czyli Boża moc, która przekracza naturalne zdolności człowieka. Jedynym sposobem przyjęcia nadprzyrodzonej łaski jest wiara. Wiara zaś domaga się gotowości uznania, że ktoś inny jest w stanie uczynić to, co przekracza moje siły. Cechą charakterystyczną pychy jest naiwny pogląd, że jestem najmądrzejszy i najpotężniejszy. Dlatego pyszałek odbiera prawo do zaistnienia wszystkiemu, co jego rozum nie pojmuje lub nie jest w stanie uzasadnić.

Na szczęście, obiektywna prawda jest taka, że Bóg jest nieskończony i dla Niego wszystko jest możliwe. Aby z tej prawdy coś wyniknęło dla życia, niezbędne jest otwarte serce, motywowane ufną wiarą. Wtedy już tutaj w doczesnym życiu wiele spraw, po ludzku niemożliwych do rozwiązania, znajdzie swój szczęśliwy finał. Dlatego nie bójmy się już teraz dziękować Bogu za to, czego bardzo pragniemy, a czego nie mamy i racjonalnie wydaje się, że już nigdy mieć nie będziemy. To wielka zachęta, aby odważnie z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Aby uwierzyć w niemożliwe, trzeba jeszcze uświadomić sobie dylemat wyboru pomiędzy „ryzykiem” i „bezpieczeństwem”. Ludzka bezwładność powoduje, że często ważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa:  „lepiej nic nie zyskać, niż coś stracić”. Oczywiście, życiowa brawura nie jest sensownym zachowaniem. Ale dla wierzącego wartość ryzyka jest zasadniczo wartością priorytetową.  Jeśli to ryzyko jest podejmowane ze względu na Jezusa, nie ma już niebezpieczeństwa jakiejś absolutnej utraty. Wręcz przeciwnie, Jezus zapewnia: „każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”. Nawet jeśli utracimy życie doczesne, Bóg  jest w stanie udzielić nam życia wiecznego. Dla ograniczonego człowieka nie jest to możliwe. Ale dla Boga, dla którego żadne granice nie istnieją, wszystko jest możliwe.

           Trzymając się tej fundamentalnej prawdy, trzeba z dystansem podchodzić do ludzi, którzy próbują „nas zgasić”. Takie zniechęcające „gadanie” jest bardzo niebezpieczne i może doprowadzić do uśmiercenia Bożego głosu w sercu. Lepiej trzymać z ludźmi, którzy „wierzą w nas” i zachęcają do realizacji tego, co nawet my sami dla siebie uważamy za niemożliwe.

Wreszcie, przy każdym głęboko Bożym zamiarze dotkliwie da o sobie znać szatan. Wyczuwa wielkie dobro, które jawi się na horyzoncie. Dlatego będzie atakował różnymi „niemożliwościami”, aby zablokować rozwój błogosławionej inicjatywy. Będzie wmawiał dniem i nocą: „Niemożliwe!”. Najlepszą odpowiedzią na szatańskie myśli jest przypominanie sobie słów samego Chrystusa. Jezus zaś wyraźnie powiedział: „u Boga wszystko jest możliwe”…   

19 sierpnia 2014 (Mt 19, 23-30)